Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zgaga. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zgaga. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2017

Ciążą - jak przetrwałam drugi trymestr

Minęło sporo czasu od mojego ostatniego wpisu. A to m.in. za sprawą mojego Maluszka, który od 2.11.2016 jest ze mną. Oznacza to, że wszystko przebiegło prawidłowo i mimo PCOS zostałam mamą :)
Zatem teraz czas nadrobić zaległości i uzupełnić na blogu kolejne wpisy o ciąży, porodzie, połogu i o tym jak jest teraz. Jak się czuję, jak się ma moje zdrowie i zdrowie mojego Malca.

Zatem dzisiaj o drugim trymestrze

Piękny II trymestr

Wiele kobiet twierdzi, że okres między 4 a 7 miesiącem jest zdecydowanie najlepszy. I tak było też w moim przypadku. Nie oznacza to jednak, że pozbyłam się wszelkich ciążowych dolegliwości albo żebym miała tyle siły i energii co przed ciążą. Po prostu patrząc na te 9 miesięcy wstecz, w drugim trymestrze czułam najmniej ograniczeń. Ponadto, wreszcie mogłam w pełni cieszyć się ciążą (jako, że najbardziej zagrożony okres minął) i podzielić się radosną nowiną z rodziną i znajomymi. I w pracy mogłam wreszcie powiedzieć o co chodzi i dlaczego mi jest czasem niedobrze i dlaczego nie rzucam się z entuzjazmem na nowe projekty wiedząc, że niedługo przejdę na macierzyński.   

Aktywność podczas II trymestru 

W drugim trymestrze wróciłam też do bardziej aktywnego trybu życia. Powróciłam na zajęcia jogi i zaczęłam dużo spacerować.  
Jednak okres ten był też dla mnie dość pracowity. Na L4 postanowiłam przejść końcem 6-tego miesiąca ciąży. Pracowałam daleko od domu i wiązało się to z długimi dojazdami do pracy. Praca wiązała się też ze sporą dawką stresu, którego wolałam w ciąży uniknąć. I mimo, że wiele osób mi się dziwiło dlaczego tak szybko przechodzę na zwolnienie - ja nie miałam krzty wątpliwości, że to słuszna decyzja. W końcu w ciąży będę raz albo dwa (no może trzy) w życiu. I z perspektywy całego życia i czasu jaki przepracuję to te kilka miesięcy nie mają wielkiego znaczenia dla mojego dorobku zawodowego. Za to mogą mieć ogromne znaczenie dla mojego dzieciątka w brzuchu. Zatem wolałam postawić na odstresowanie i zdrowy tryb życia.
Zaraz po odejściu z pracy wyjechałam z mężem na Mazury, a następnie nad morze. Były to wbrew pozorom bardzo aktywne wakacje. Zwiedzanie, długie spacery, wycieczki rowerowe, joga na trawie, ćwiczenia na siłowni na wolnym powietrzu. I mimo że, ze względu na ciążę, zrezygnowaliśmy w tym roku z egzotycznych wakacji w Azji czy Ameryce to muszę przyznać, że urlop w Polsce był bardzo udany. Mieliśmy z mężem wreszcie mnóstwo czasu tylko dla siebie i dla dzieciątka w brzuchu (poniżej mój wakacyjny brzuszek).




Infekcja dróg moczowo-płciowych w ciąży

Jak dotąd było wszystko w najlepszym porządku. Jednak koniec II trymestru to też czas kiedy przyplątało mi się dość mocne zapalenie dróg moczowo-płciowych. Prawdopodobnie właśnie poprzez aktywne życie, korzystanie z lata i wakacji (kąpiele w jeziorach, całodniowe posiadówki na basenie i częste pożycie seksualne). Jako, że od początku ciąży nie miałam zupełnie problemu z zapaleniem pochwy ani pęcherza - poczułam się zbyt pewnie i przestałam być czujna. 
Mówi się, że nieleczone zapalenie pęcherza w ciąży może być dość niebezpieczne jeżeli przejdzie na nerki. Kobiety, który przechodziły w ciąży infekcję nerek mają większe ryzyko porodu przedwczesnego. Jeżeli takie zapalenie zdarzy się w ostatnim trymestrze ciąży to po narodzinach dziecku też najprawdopodobniej zostanie zrobione dodatkowe badanie pod kątem zakażenia.
Niestety przez kilka tygodni rozwoju choroby nie znalazłam żadnego skutecznego naturalnego leczenia, które by mi całkowicie pomogło. Litry soku z żurawiny, herbatki z pokrzywy, czosnek i duże dawki witaminy C pomogły tylko na krótko. Co ciekawe, nie miałam wyraźnych objawów choroby. Fakt, że bardzo często czułam parcie na pęcherz. Ale która kobieta w ciąży tak nie ma?! Jedynie regularne badania moczu wskazały na infekcje. Zarówno poziom bakterii jak i leukocytów był znacznie podwyższony. Powtarzałam badanie kilkakrotnie (aby wykluczyć efekt zanieczyszczenia próbki). Stosowałam też furaginę, która dawała pozytywny rezultat, ale tylko na kilka dni. Ostatecznie zapalenie się tak mocno zaogniło, że musiałam wziąć antybiotyki (Zinnat 500 mg). Była to dla mnie porażka. Absolutnie nie jestem zwolenniczką antybiotyków, a już na pewno nie w ciąży. Na szczęście po szybkiej kuracji antybiotykowej wszystko wróciło do normy. 
Z perspektywy czasu uważam, że mogłam zapobiec chorobie. Powinnam była przede wszystkim zażywać regularnie dopochwowe czopki z bakteriami kwasu mlekowego, zmieniać kąpielówki po każdym wyjściu z basenu/jeziora i się podmyć, jak również podmywać się i oddać mocz po każdym odbytym stosunku płciowym. 

Dolegliwości ciążowe

Z innych niemiłych przypadłości to nadal przez cały drugi trymestr męczyła mnie paląca zgaga. Okaże się, że będzie towarzyszyć mi do samego końca ciąży. Ulgę dawało mi zakwaszanie żołądka opisane w osobnym poście (link tutaj)



Ciekawa jestem czy ktoś z Was zna skuteczny naturalny sposób na walkę z infekcją dróg moczowo-płciowych?! Jeśli tak - podzielcie się koniecznie doświadczeniem w komentarzach  :)




niedziela, 17 kwietnia 2016

Ciąża - jak przetrwałam pierwszy trymestr

Pierwszy trymestr nie na darmo ma złą reputację. Większość dziewczyn wspomina te tygodnie jako najtrudniejsze z całej ciąży. Mdłości, senność, wyczerpanie, zgaga, wymioty... U mnie nie było inaczej. Ten okres po prostu trzeba przetrwać.
Mimo dokuczliwych dolegliwości uważam, że czas ten jest na swój sposób niesamowity. Tak - niesamowity! W kobiecie zachodzi tak wiele zmian, że niemal codziennie może zauważyć u siebie nowe objawy. Organizm cały czas dostosowywania się do nowej sytuacji.


Ja w swoim pierwszym trymestrze mogę wyróżnić 3 fazy:

Faza I: 4-6 tydzień
Na samym początku: satysfakcja z tego, że się wreszcie udało! Po trochę ponad roku starań zobaczyłam baaaardzo bladą kreskę na teście ciążowym. Oczywiście chciałam zaraz potwierdzenia. Zatem wieczorem kolejny test. Tu kreska nie była prawie wcale widoczna. Lekki niepokój. Jednak następnego dnia zobaczyłam już bardzo wyraźny wynik testu. Pobiegłam do męża i oznajmiłam mu: "tak, będziesz tatusiem!!"
Potem czas zaczął się niesamowicie dłużyć. Do wizyty u lekarza pozostało kilka dni. Miałam wrażenie, że to miesiące. Nie wytrzymałabym tak długiego czasu bez dodatkowego potwierdzenia. Zatem pobiegłam na badania betaHCG. Wynik był za parę godzin. Tak, naprawdę jestem w ciąży! Ulga. Ale tylko na chwilę. Tyle się słyszy o problemach, poronieniach, ciążach biochemicznach. Szczególnie jeśli czyta się różne fora internetowa ma się wrażenie, że jest więcej tych negatywnych niż pozytywnych zdarzeń. Można się mocno nakręcić tym negatywnym myśleniem.  I ja też się zaczęłam nakręcać. W świadomości miałam cały czas fakt, że moja matka zanim urodziła moją siostrę 2 razy poroniła. No i przecież mam PCOS. Jeśli dać wiarę informacjom na internecie w PCOS dużo trudniej utrzymać ciążę. Zatem zaczął się czas oczekiwania na zbawienny 13 tydzień ciąży. Wtedy to już łożysko przejmuję sporą część pracy jeżeli chodzi o produkcję hormonów i zagrożenie dla ciąży mocno spada. No więc odliczałam dłuuuuugie dni...
Fizycznie natomiast, czułam się przez pierwsze 2 tygodnie naprawdę świetnie. Jedyny objaw to ból piersi. Szczególnie nocą. Parzyły i bardzo mi ciążyły. Kilkakrotnie ten ból mnie w nocy wybudzał ze snu. Około 6tego tygodnia wybudzać mnie zaczęło również parcie na pęcherz. 3 do 5 razy w nocy wstawałam do ubikacji.
Oprócz powyższych, jednak żadnych innych dokuczliwych symptomów. Zero mdłości, normalny apetyt, duży zapas energii życiowej. Sądziłam, że tak już będzie do końca. (Ale byłam naiwna)

niedziela, 20 marca 2016

Zgaga - jak się z nią rozprawić

Zgaga, czyli dokuczliwe pieczenie w okolicy żołądka i przełyku potrafi skutecznie popsuć nam nasze samopoczucie. Zazwyczaj pojawia się w skutek przejedzenia lub spożycia niewłaściwej żywności. Często wtedy gdy zjemy za dużo białka lub zbyt ciężki posiłek. Jeżeli jesteś w ciąży to przypadłość ta może Ci się znacznie częściej przytrafiać.

Wbrew powszechnym przekonaniom zgaga i refluks NIE są skutkiem nadmiaru wydzielanego kwasu żołądkowego. Jest wręcz odwrotnie. Są one zazwyczaj następstwem niewystarczającego zakwaszenia żołądka. Sytuacja taka ma miejsce gdy żołądek nie wydzielił potrzebnej, do strawienia całości spożytego pokarmu, ilości kwasu solnego (HCl).

Jak sobie poradzić z tą uciążliwą dolegliwością?

1) Prawidłowa flora bakteryjna.

To podstawa zachowania zdrowego i zrównoważonego układu pokarmowego. Dlatego też wskazane jest regularne spożywanie probiotyków i prebiotyków. I proszę Was - nie biegnijcie zaraz do apteki po 'cudowne' kapsułki. Najlepszym źródłem bakterii kwasu mlekowego (probiotyki) są kiszonki. Co więcej, kiszonki takie jak kapusta kiszona czy ogórki kiszone zawierają zarazem błonnik (prebiotyk), który jest odżywką dla dobroczynnych bakterii. Zatem kiszonki te są zarazem probiotykiem jak i prebiotykiem! 

Nasz organizm będzie czerpał dodatkowe korzyści z włączenia np. kapusty kiszonej do naszej diety. Zawierają one szereg niezbędnych kwasów organicznych, mnóstwo wit.C oraz antyoksydantów.
Kiszonki doskonale stymulują żołądek do wydzielania odpowiedniej ilości kwasów żołądkowych. Pomagają tym samym w zapobieganiu powstaniu zgagi.
Te z Was, które borykają się z drożdżycami i/lub infekcjami intymnymi, dodatkowo skorzystają na diecie bogatej w kiszonki. Dzieje się tak dlatego, że kapusta kiszona zawiera fitoncydy, które mają działanie grzybo- i bakteriobójczo (nie naruszając korzystnej flory bakteryjnej).

2) Odpowiednia podaż dobrej soli.